Relacje / Recenzje

czwartek, 22 maja 2014

W końcu udało mi się uporządkować wspomnienia i znaleźć chwilę czasu, żeby podzielić się wrażeniami z pobytu w Oslo, gdzie wraz z cudną Asią z Arli i moim D. udaliśmy się w ramach nagrody za zwycięstwo w konkursie na Kulinarny Blog Roku 2013 (pamiętacie jeszcze o tym? ;))

Nie będę Was zamęczać tutaj albumem rodzinnym i opowieściami o tym jak fantastycznie spędziłam tam czas. Miałam również sporo okazji, żeby poznać tamtejszą kuchnię i mogę powiedzieć tyle: przybyłam, spróbowałam i się zakochałam. Z oczywistych względów w Norwegii królują ryby, a już to przemawia za tym żeby zakochać się w tamtejszej kuchni.

Wiele smaków zapadło mi w pamięć i część postanowiłam spróbować odtworzyć w swojej kuchni. Ale dzisiaj chciałabym skupić się na punkcie kulminacyjnym wycieczki, którym była wizyta w restauracji Maaemo, to coś czego z pewnością nigdy nie uda się odtworzyć w domowej kuchni, a śmiem twierdzić, że i wiele profesjonalnych mogłoby mieć z tym problem. Z resztą zobaczcie sami. 


/

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Mogłabym przysiąc, że poprzednia edycja Najedzeni Fest, miała miejsce może tydzień temu. Maksymalnie dwa. Tymczasem upłynęło znacznie więcej czasu i nadeszła pora na kolejną, karnawałową edycję! 

Jak zwykle można było spotkać całą masę cudownych ludzi, których połączyła pasja kulinarna. I przysięgam, każdy z nich miał ze sobą masę pysznego jedzenia. Podobnie jak ostatnio przeszkadzała mi tylko jedna rzecz - nie byłam w stanie zdecydować się co zjeść i serce mi pękało, że mój żołądek nie zmieści chociażby ułamka serwowanych tam pyszności. Ale nie ma co się martwić, większość wystawców można spotkać na krakowskich ulicach, więc długie zimowe spacery, mają już swoje cele :)

A Wy? Byliście? Jeśli nie spójrzcie co Was ominęło. A jeśli się pojawiliście to czekam na Wasze wrażenia.



poniedziałek, 13 stycznia 2014

Zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdybyście przez cały rok nie musieli sobie zadawać pytania - co by tu dziś ugotować? Ja przez jakiś czas z pewnością nie będę musiała.

Kiedy przed świętami mój ukochany zapytał mnie co chciałabym znaleźć pod choinką, wiedziałam, że ma to być książką kucharska - w końcu tych nigdy (absolutnie nigdy!) za wiele. Problematyczny pozostawał jednak tytuł, bo jednak mam ich już całą masę. Ponad to w kwestii książek kucharskich mam bardzo sprecyzowane oczekiwania, co może dziwić, gdyż z natury jestem osobą bardzo niezdecydowaną. 

     fot. poczytaj.pl   


sobota, 14 grudnia 2013

Pewnego chłodnego grudniowego wieczora siedem głodnych kobiet spotkało się w Krakowie. Kto by przypuszczał, że idąc ulicą Grodzką, schodząc z utartego turystycznego szlaku, w niepozornej uliczce znajdą kawałek Japonii? 

Wczoraj, wraz z innymi krakowskimi blogerkami, miałam okazję przekonać się jak wygląda kuchnia tego kraju według właścicieli Koji Sushi oraz Sushi Mastera tej restauracji - Michała Jaworskiego, który wtajemniczył nas w arkana japońskiej kuchni.


 

Tak na dobrą sprawę brakuje mi słów by opisać to co dla nas przygotowano, bo kompletnie się tego nie spodziewałam. A była to prawdziwa japońska uczta. Miałyśmy też sporo czasu by pogawędzić z Michałem, który bajecznie opowiadał o Japonii. Wieczór możnaby zaliczyć do udanych, nawet gdybyśmy poprzestały na tej pogawędce przy zielonej herbacie i zupie miso z tofu i wodorostami. Ale to był dopiero początek.

Na nasz stół wjechały dwa rodzaje malutkich japońskich pierożków Goyza z dwoma farszami - mięsnym i warzywnym.



Tuż za nimi talerze pełne sushi z cudnymi kawałkami łososia oraz japońskim omletem. Aż trudno uwierzyć, że rozbełtane jajka rozlane cienką warstwą na bardzo dużej patelni, a następnie ciasno zwinięte i pokrojone w plasterki mogą smakować tak dobrze. Widocznie Japończycy wiedzą co robią.


 

Dalej było tylko lepiej. Pojawiła się tempura z ryb, warzyw i owoców morza oraz Pad Thai - smażony makaron w sosie ostro-kwaśnym z krewetkami i kurczakiem. Mniej więcej w tym momencie powoli zaczęłyśmy zapominać o japońskim savoir-vivrze ;) 


 

Kolejne dania opuszczały kuchnię, a wraz z nimi kolejne buteleczki sake. Kiedy postawiono przed nami kolejne misy pełne sushi (w tym Gunkan Maki obłędną ilością kawioru oraz niezwykle pyszna Uramaki Suzuki z okoniem morskim) na prawdę poczułyśmy czym jest japońska gościnność. 

 

W pewnym momencie straciłyśmy nie tylko rachubę czasu, ale także dań jakie się przed nami pojawiały. A co powiecie jeśli napiszę Wam, że na sam koniec postawiono przed nami schabowego? Ale ten różnił się od wszystkich innych schabowych jakie jedliście do tej pory. Katsudon to japońska wariacja na ten temat - podana z jajkiem, ryżem, sałatką z kapusty oraz fantastycznym sosem. 


Wieczór miał dwa finały - pierwszym był deser w postaci biszkopcików z nadzieniem ze słodkiej fasoli. Drugim była nauka zwijania sushi pod okiem cierpliwego sushi mastera z Koji, który krok po kroku pokazał nam podstawy tej trudnej sztuki.



Trudno podsumować w kilku słowach ten wieczór, bo był niezwykły, za co chciałabym podziękować zarówno ekipie Koji jak i moim uroczym towarzyszkom :) W każdym razie szukajcie Japonii a razem z nią szukajcie Michała.




 

Kulinarny Blog Roku

Przepisy konkursowe


Reklama

Bądź na bieżąco

Polub na Facebooku

Obserwuj na Twitterze

Śledź na Pinterest
Pinterest

Podglądaj na Stylowi.pl
Google+
Partnerzy

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
stat4u
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...