Wpisy z tagiem: recenzje

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdybyście przez cały rok nie musieli sobie zadawać pytania - co by tu dziś ugotować? Ja przez jakiś czas z pewnością nie będę musiała.

Kiedy przed świętami mój ukochany zapytał mnie co chciałabym znaleźć pod choinką, wiedziałam, że ma to być książką kucharska - w końcu tych nigdy (absolutnie nigdy!) za wiele. Problematyczny pozostawał jednak tytuł, bo jednak mam ich już całą masę. Ponad to w kwestii książek kucharskich mam bardzo sprecyzowane oczekiwania, co może dziwić, gdyż z natury jestem osobą bardzo niezdecydowaną. 

     fot. poczytaj.pl   


czwartek, 02 maja 2013

Towarzyszy mi już od ponad pół roku i chyba się już dosyć mocno zaprzyjaźniłyśmy. Kupiona trochę przypadkiem jako prezent urodzinowy dla samej siebie - Złota księga kucharska. Na mojej półce zajmuje zaszczytne miejsce tuż obok swojej starszej siostry - Złotej księgi czekolady. Obie zapracowały na moją miłość :)

Warto zaznaczyć, że sam tytuł wcale nie jest na wyrost, bo to faktycznie nie książka a prawdziwa księga. Na blisko 700 stronach znajdziemy praktycznie każdy przepis jaki przyjdzie nam do głowy. Zebrano w niech receptury niemal z każdego zakątka świata, reprezentujące zarówno kuchnie znane (jak włoska czy hiszpańska) jak i te mniej popularne (jak kuchnia arabska czy azjatycka). Autorzy przewidzieli, że po ich książkę może sięgnąć także laik, dlatego zamieszczono w niej również ponad 50 instrukcji, które krok po kroku pokazują nam jak "ugryźć" niektóre dania. 

Złota księga jest podzielona na 14 rozdziałów - zaczynamy od zup, następnie przechodzimy przez ryże, makarony, pieczywo i tarty do ryb, mies i pomysłów na warzywa. Całość wieńczą trzy rozdziały poświęcone szeroko rozumianym słodkościom. Nie trudno zorientować się już po samym spisie treści, że w książce znajdzie się wszystko czego kucharz może szukać.

Każdy z przepisów, poza szczegółowym opisem wykonania dania, zawiera też listę zakupów, ilość porcji, czas przygotowania i stopień trudności. W wielu przypadkach, zamieszczono również dodatkowy opis przybliżający historię lub specyfikę przepisu. 

No i oczywiście rzecz najważniejsza dla osób takich jak ja, które jedzą wzrokiem - ZDJĘCIA! Przepiękne, duże fotografie, które ilustrują każdy przepis , sprawiają że od razu chce się pomaszerować do kuchni. 

Nie byłabym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła. W  tym wypadku mankamenty są dwa. Pierwszy to miary i wagi podane przy przepisach - nie zawsze są one dokładne. Da się to nadrobić intuicją i rozumem, jednak początkujący kucharz może mieć troszkę problemów. Drugi mankament to cena - ok. 90zł. Jak za jedną książkę może wydawać się sporo, jednak warto przemyśleć ten zakup, bo tak jak wspominałam, może ona zastąpić wszystkie inne książki, które planujecie kupić. 

Podsumowując. Z czystym sumieniem polecam wam tę książkę. Nie jest bez wad, ale to chyba jedna z lepszych pozycji typu all in one, jakie są obecnie dostępne na naszym rynku. Co więcej to nie tylko książka kucharska - jeśli jesteście takimi wariatami jak ja to sprawdzi się też jako czytadło do poduszki.

Zapewniam, że gwarantuje pyszne sny :)

 

 

Złota księga kucharska (fot.empik.com)

Wydawca: Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z o.o. S.K.A.
 
Data premiery: 2011-11-23

 

Tagi: recenzje
00:01, panna_ce
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 lutego 2013

Koniec sesji to czas to wznoszenia większej niż zwykle liczby toastów. A że już jesteśmy wiekiem podeszli to w trakcie świętowania lubimy też zjeść i w tym miejscu pojawia się najnowszy trend coś pomiędzy barem a restauracją. Chociaż w przypadku Pijalni Wódki i Piwa bardziej pasowałoby słowo "jadłodajni" bo właściciele celowo zabierają nas w podróż w czasy gdy orzełek na czapce stróża prawa nie miał korony. 

Jeśli wybierzecie się tam wieczorem spodziewajcie się tłumów. Szczególnie w poniedziałkowy wieczór gdy wszystkie ceny są cięte o połowę. A jeśli jesteśmy już przy cenniku to jest on niezwykle prostu: wszystko co pijemy - od piwa, przez wódki czyste i kolorowe, aż po wino kosztuje cztery złoto. Cała "konsumpcja" to z kolei wydatek złotych ośmiu. Nie trudno sobie policzyć, że poniedziałkowa promocja faktycznie może przyciągać, zwłaszcza, że za obniżką cen nie idzie obniżanie standardów. 

 

Zatrzymując się na dłuższą chwilkę przy jedzeniu można się na prawdę miło zdziwić. To nie knajpa, gdzie do kufla piwa dostaniecie orzeszki. Tu na prawdę można coś zjeść. Można a nawet trzeba. Jedna rzecz jest szczególnie godna uwagi - gzik! Potrawa przywieziona z wielkopolski na prawdę każe się uśmiechać. Ktoś powie, że to zwykły twarożek podawany z pyrą, ale niech tylko spróbuje, a przekona się, że jest w błędzie :) Ponad to w menu możemy znaleźć tradycyjną galaretę, serdelki, śledzie w oleju, ogórki kiszone i jeszcze kilka innych potraw idealnie wpasowujących się w klimat PRL-owskiego baru. A jedna porcja spokojnie starczy Wam na cały wieczór zakanszania. 

Mnie politologa, a sercem historyka zachwycił wystrój. Nie wiem, czy każdy z gości tak robi, ale ja zaczęłam od czytania ścian. Gazety, którymi są one obklejone to rarytas dla każdego fana polskiej historii, obok siebie znajdziemy relację ze zdobywania Berlina oraz opis lotu w kosmos nijakiego Gagarina. Dokładając do tego całą masę detali i epokowych gadżetów oraz ubiór obsługi widzimy, że ktoś wykonał kawał dobrej roboty.

Wiem, że Pijalnie Wódki i Piwa (lub tez podobne do nich) wyrastają jak grzyby po deszczu w całej Polsce. Dlatego tak szybko jak tylko możecie biegnijcie czy gdzieś za rogiem nie macie takiego cuda!

Tagi: recenzje
00:19, panna_ce
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lutego 2013

Kiedyś ten adres straszył. Budynek krakowskiego NOT-u - ciemna, szara kamienica. Restauracja była tam odkąd pamiętam, z tym że raczej nie przyciągała, a w zasadzie to nigdy nie widziałam tam żywej duszy. Wchodząc pod adres Straszewskiego 28, człowiek myślał o wszystkim, ale z pewnością nie o jedzeniu. Zawsze wydawało mi się, że to miejsce stracone dla restauracji, aż tu nagle mniej więcej półtorej roku temu coś zaczęło się zmieniać. Ciemny hol ktoś poddał gruntownemu remontowi i oto zyskaliśmy niezwykle przyjemną restauracyjkę.

W kwestii taniej, domowej kuchni w tamtych okolicach do tej pory niepodzielnie rządził -nieczynny już- Różowy Słoń (chociaż oryginalnym wystrojem nie nadrabiali słabej jakości jedzenia, to jednak mimo tego mówiło się o Słoniu jako o miejscu kultowym). O swoje miejsce walczyły też różnego rodzaju studenckie stołówki, ale tam jadło się raczej "tanio i dużo" niż "dobrze". A teraz? Mili Państwo! Teraz każdego głodnego znajdującego się w okolicach Colegium Novum i Rynku z czystym sumieniem kieruję do Smakołyków. 

 

zdj. www.facebook.com/Smakolyki

Przede wszystkim, już na wstępie zachwyca wystrój miejsca - nie wiem czy świadomie, ale bardzo ciekawie nawiązano do ducha techniki unoszącego się w budynku krakowskiej Naczelnej Organizacji Technicznej. Jest nowocześnie, przytulnie i kolorowo, a ogromne (niewykorzystywane wcześniej) okno tylko zaprasza do środka. No i przemiła obsługa!

Byłam tam już kilkakrotnie i nigdy nie wyszłam rozczarowana. Oczywiście jest kilka mankamentów do których można się przyczepić, ale o tym może troszkę później. Dziś pojawiłam się w Smakołykach na przedegzaminacyjnym śniadaniu. Już na wejściu się uśmiechnęłam - śniadanie dnia (akurat omlet i latte) 8zł! Wybór śniadaniowy jest całkiem spory, a same ceny nawet bez promocji bardzo przystępne, a że jajka chodziły za mną cały poranek nie zastanawiałam się zbyt długo i zamówiłam to co mi polecono. Do samego omleta można sobie wybrać dodatki od słodkiego dżemu po boczek czy szpinak. W moim przypadku ser i pieczarki. 

Być może nie był to najlepszy omlet w moim życiu, ale też nie był bardzo zepsuty. Przede wszystkim mam jedno zastrzeżenie - pieczarki. Pamiętały chyba lepsze czasy. Nie twierdzę, że były nieświeże, ale zrobione z moim omletem też nie. No i przed smażeniem zbyt cienko pokrojone przez co ściemniały i wyschły. Wiem za to, że wszystko co szpinakowe w Smakołykach jest na prawdę smakołykiem dlatego następnym razem pójdę w tym kierunku. I jeszcze kawa pyszna. A tak na prawdę o to chodziło mi tego poranka, spędzonego nad notatkami. 

Jeśli śniadania nie są specjalnością smakołyków to już obiady owszem. A zwłaszcza różnego rodzaju naleśniki, które zachwalały panie przy stoliku obok. Jadłam tam min. pyszny krem z dyni oraz rzeczone naleśniki z rzeczonym szpinakiem, którym nie zaszkodziło nawet to, że feta z menu zmieniła się w kwaśną śmietanę na talerzu. Ale uznajmy, że dzięki temu było bardziej domowo i jak u mamy. Mój D. do dziś wspomina schabowego na cały talerz, którym się tam raczył. 

Drogi studencie i Ty zwykły przechodniu, jeśli masz dosyć podejrzanych dań z mlecznych barów lub astronomicznych cen w innych restauracjach to maszeruj na Straszewskiego! Gdzie indziej ktoś uraczy Cię "kremem z marchwi z grzankami i makaronem penne z kurczakiem, pieczarkami i świeżą pietruszką w sosie śmietanowym" I to wszystko za 16zł? Jeśli jeszcze tylko ktoś przyłoży większą wagę do puszczanej muzyki, zrezygnuje z RMF Style, a zastąpi go własną np. jazzową składanką nie będzie się chciało stamtąd wychodzić. A wieczorem? Wieczorem Smakołyki zmieniają się w rewelacyjne miejsce do spotkań z przyjaciółmi, a może nawet i randek?


Dzisiejsze danie dnia zdj www.facebook.com/Smakolyki

Tagi: recenzje
00:25, panna_ce
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 stycznia 2013

Jestem dosyć sceptycznie nastawiona do wpisów sponsorowanych i tych nastawionych stricte reklamowo. Ale uwaga! Ten wpis taki nie będzie. Nikt nie dał Sylwii koszyka zakupów w zamian za napisanie dobrego słowa, nie dostała nawet extra punktów na swoją błyszczącą kartę clubcard. Wpis ten powstał z czystej potrzeby serca i autentycznego (pozytywnego) zdziwienia w jakie wprawiła mnie pewna znana sieć hipermarketów.

Jestem zakupoholikiem. Z niesamowitym namaszczeniem celebruję każdy moment cotygodniowych zakupów. Ale i te bezcenne chwile (jak i wiele innych) zostały mi odebrane przez sesję. Brak czasu pchnął mnie do skorzystania z pomysłu, który do tej pory uważałam za szalony - e-zakupy. Niby forma wygodna i praktyczna, ale nie wyobrażałam sobie kupowania pomidora bez jego wcześniejszego zlustrowania z każdej strony. Postawiona przez okoliczności pod ścianą, bardzo sceptycznie nastawiona skorzystałam z możliwości zrobienia zakupów przez internet jaką ostatnio hucznie odtrąbiło Tesco. 


zdj. www.packaging-int.com


Tak na prawdę po cichu liczyłam na małą katastrofę, dzięki której udowodnię siostrze i D. że tylko analogowe zakupy się liczą. Ale nic z tych rzeczy Moi Drodzy. Żadna z moich obaw nie spełniła się.

Przede wszystkim zaoszczędziłam kupę czasu, a zaskakująco łatwe menu pozwoliło mi na prawdę o niczym nie zapomnieć. Co więcej nie nakupiłam miliona zbędnych rzeczy - co zdarza mi się będąc fizycznie w sklepie. Moja największa obawa dotycząca świeżych warzyw też okazała się bezzasadna. Nikt nie wcisnął mi zleżałych i nadgnitych pieczarek czy ogórków. Wręcz przeciwnie - mam wrażenie, że są nawet ładniejsze od tych, które czasem możemy znaleźć na sklepowych półkach. Co najważniejsze bardzo miły pan przywiózł i wniósł wszystkie zakupy na moje czwarte piętro o wybranej przeze mnie godzinie, a cały koszt dostawy wyniósł tyle ile zapłaciłabym za bilety mpk. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej gdy dowiedziałam się, że Pan ma ze sobą terminal i nie musiałam grzebać się z drobnymi, żeby za tą przyjemność zapłacić!

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to jedynie do tego, że przy okazji pakowania można było oszczędzić trochę matkę ziemię i niekoniecznie trzeba było zużyć tyle foliowych torebek, ale to już chyba czepialstwo. Co prawda miałam wrażenie, że jeszcze nie wszystkie produkty są dostępne w e-ofercie, a część z nich jest minimalnie droższa, jednak drogie Tesco - podbiłeś moje serce i chyba uratowałeś moje egzaminy. 

 

zdj. krysiaodkuchni.pl

Tagi: recenzje
00:42, panna_ce
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 listopada 2012

W trakcie kiedy zarówno moja siostra jak i mój chłopak zastanawiają się nad świątecznymi prezentami dla mnie, ja też postanowiłam zająć się sobą, a raczej częścią mnie, którą od dawna zaniedbywałam czyli blogiem właśnie.

Fakt - nie  było mnie tu bardzo długo, ale zawsze miałam jakieś preteksty; a to zbyt piękne lato, a to nauka, a to praca, a to brak aparatu itd. Ale wbrew pozorom ciągle czytałam, gotowałam i jakoś niespecjalnie zmieniłam swoje priorytety.

Jako, że nie potrafiłam zdecydować się, którą z potraw wrzucić tutaj jako wielki come back, zdecydowałam się na coś innego, a mianowicie krótką recenzję książki. Co prawda Kitchen Confidential ( w Polsce "Kill Grill") Anthonego Bourdaina miało swoją premierę już wieki temu, to ja doprosiłam się jej dopiero teraz i "połknęłam" dosłownie w ciągu kilku dni. Dociekliwi wiedzą pewnie, że na podstawie tej książki powstał serial o tym samym tytule, emitowany swego czasu na Kuchnia TV

 



Jeden z moich ulubionych kucharzy, stworzył biblie dla każdego kto chciałby kiedykolwiek na poważnie związać się  z biznesem restauracyjnym. Szczegółowo opisuje nie tylko etapy kariery, ale także życie przeciętnego szefa kuchni, chociaż on sam do przeciętnych nie należy. Co więcej, cała książka napisana jest z niezwykłą lekkością i typowym dla Anthonego wisielczym humorem i rozbrajającą szczerością. Jeśli ktoś spodziewa się, że po lekturze "Kill grill" jeszcze bardziej będzie chciał pracować w restauracji lub posiadać własną, może się mocno rozczarować. Chyba, że tak jak jak Anthonny chcemy być kapitanem pirackiego statku, lawirującym zarówno na granicy prawa jak i moralności.

Ja z pewnością bym chciała, chociaż być może jestem pod nieprzemijającym urokiem Bourdaina. Zarówno jego książki jak i programy nie pozostawiają wątpliwości - nie jest on cukierkową Nigellą, ani co raz bardziej gwiazdorzącym Gordonem. Bezkompromisowy i bezczelny.  Nie bojący się krytyki, ani krytykować. Czyli generalnie ktoś, kogo mogłabym uważać za świetnego kumpla.  A tak na prawdę warto się zapoznać niemal ze wszystkim czym zajmował się Bourdain - zarówno jego programami jak i wszystkimi jego książkami. 

 

Tagi: recenzje
00:52, panna_ce
Link Komentarze (1) »
Kulinarny Blog Roku

Przepisy konkursowe


Reklama

Bądź na bieżąco

Polub na Facebooku

Obserwuj na Twitterze

Śledź na Pinterest
Pinterest

Podglądaj na Stylowi.pl
Google+
Partnerzy

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
stat4u
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...