Wpisy z tagiem: Relacje z wydarzeń

środa, 18 czerwca 2014

Ach co to był za Weekend! Wiecie jak to jest? Dostajecie na skrzynkę mailową zaproszenie na wydarzenie. Z miejsca się zgadzacie, bo zapowiada się świetnie. Potem im bliżej imprezy tym bardziej pozytywne odczucia macie na jej temat.

A potem nadchodzi upragniony weekend i to co Was spotyka przekracza Wasze najśmielsze oczekiwania. Ja niedawno przeżyłam właśnie taki wspaniały kulinarno-imprezowy maraton, którego chyba nigdy nie zapomnę. A to wszystko za sprawą przecudownej i niezmordowanej ekipy Cooklet oraz grupie wspaniałych blogerek i blogerów:


/

sobota, 14 grudnia 2013

Pewnego chłodnego grudniowego wieczora siedem głodnych kobiet spotkało się w Krakowie. Kto by przypuszczał, że idąc ulicą Grodzką, schodząc z utartego turystycznego szlaku, w niepozornej uliczce znajdą kawałek Japonii? 

Wczoraj, wraz z innymi krakowskimi blogerkami, miałam okazję przekonać się jak wygląda kuchnia tego kraju według właścicieli Koji Sushi oraz Sushi Mastera tej restauracji - Michała Jaworskiego, który wtajemniczył nas w arkana japońskiej kuchni.

 

Tak na dobrą sprawę brakuje mi słów by opisać to co dla nas przygotowano, bo kompletnie się tego nie spodziewałam. A była to prawdziwa japońska uczta. Miałyśmy też sporo czasu by pogawędzić z Michałem, który bajecznie opowiadał o Japonii. Wieczór możnaby zaliczyć do udanych, nawet gdybyśmy poprzestały na tej pogawędce przy zielonej herbacie i zupie miso z tofu i wodorostami. Ale to był dopiero początek.

Na nasz stół wjechały dwa rodzaje malutkich japońskich pierożków Goyza z dwoma farszami - mięsnym i warzywnym.



Tuż za nimi talerze pełne sushi z cudnymi kawałkami łososia oraz japońskim omletem. Aż trudno uwierzyć, że rozbełtane jajka rozlane cienką warstwą na bardzo dużej patelni, a następnie ciasno zwinięte i pokrojone w plasterki mogą smakować tak dobrze. Widocznie Japończycy wiedzą co robią.


 

Dalej było tylko lepiej. Pojawiła się tempura z ryb, warzyw i owoców morza oraz Pad Thai - smażony makaron w sosie ostro-kwaśnym z krewetkami i kurczakiem. Mniej więcej w tym momencie powoli zaczęłyśmy zapominać o japońskim savoir-vivrze ;) 


 

Kolejne dania opuszczały kuchnię, a wraz z nimi kolejne buteleczki sake. Kiedy postawiono przed nami kolejne misy pełne sushi (w tym Gunkan Maki obłędną ilością kawioru oraz niezwykle pyszna Uramaki Suzuki z okoniem morskim) na prawdę poczułyśmy czym jest japońska gościnność. 

 

W pewnym momencie straciłyśmy nie tylko rachubę czasu, ale także dań jakie się przed nami pojawiały. A co powiecie jeśli napiszę Wam, że na sam koniec postawiono przed nami schabowego? Ale ten różnił się od wszystkich innych schabowych jakie jedliście do tej pory. Katsudon to japońska wariacja na ten temat - podana z jajkiem, ryżem, sałatką z kapusty oraz fantastycznym sosem. 

Wieczór miał dwa finały - pierwszym był deser w postaci biszkopcików z nadzieniem ze słodkiej fasoli. Drugim była nauka zwijania sushi pod okiem cierpliwego sushi mastera z Koji, który krok po kroku pokazał nam podstawy tej trudnej sztuki.

Trudno podsumować w kilku słowach ten wieczór, bo był niezwykły, za co chciałabym podziękować zarówno ekipie Koji jak i moim uroczym towarzyszkom :) W każdym razie szukajcie Japonii a razem z nią szukajcie Michała.

poniedziałek, 28 października 2013

Dzisiejszy dzień był idealny. Pogoda taka, że można zapomnieć,że mamy końcówkę października. Do tego spacer nad Wisłą, którego celem był hotel Forum. Tym razem, nie żadne drinki lub koncert. Dzisiaj zorganizowano tam kolejną edycję Najedzeni Fest, który ma na celu zaprezentowanie najciekawszych inicjatyw kulinarnych z Krakowa i okolic. Wrażeń - podobnie jak i wystawców - cała masa. I to takich naprawdę trudnych do opisania.

Aż ciepło się na sercu robi, gdy zobaczy się w swoim mieście tylu wspaniałych i kreatywnych ludzi z pasją. Chociaż czasem są to zupełnie różne bajki, to warto wybierać się na tego typu festiwale, by móc je zobaczyć w jednym miejscu. 

Nie będę się już więcej rozpisywać, za to zostawiam Was z porcją zdjęć z dzisiejszego dnia.


sobota, 22 czerwca 2013

Czas mija ostatnio niezwykle szybko i nawet nie zauważyłam, kiedy minął kolejny tydzień. A przecież tyle mam Wam do opowiedzenia. Tyle potraw ugotowanych i sfotografowanych, które czekają żeby się pojawić na blogu, a tutaj ciągle tryliard innych obowiązków. 

Teraz kiedy upał zatrzymał jakiekolwiek życie, ja znalazłam w końcu czas, żeby zdmuchnąć kurz z tego co delikatnie zaniedbałam, a przy okazji też trochę się pochwalić.

Nie raz i nie dwa wspominałam tutaj, że to moje palnikowe królestwo bierze udział w konkursie na Kulinarny Blog Roku, organizowany na portalu kulinarni.pl. Ku mojemu zaskoczeniu niektóre przepisy radziły tam sobie bardzo dobrze i tak greckie kofty wygrały etap tygodniowy, następnie miesięczny i zakwalifikowały się do "bitwy" kwartalnej. 

Początkowa radość szybko ustąpiła miejsca lekkiemu poddenerwowaniu kiedy okazało się, że poza sprzętem do kuchni (który jak wiadomo zawsze chętnie przygarniam) nagrodą będzie występ w Dzień Dobry TVN. Zdenerwowanie rosło wraz z rosnącymi słupkami, a sięgnęło zenitu w dniu ogłoszenia wyników.

Gdzie tam jak do telewizji? I to jeszcze śniadaniowej, skoro jako nocny marek poranki zaczynam w okolicach 11? Ale M. i D. zagrozili strajkiem głodowym - trzeba jechać, w końcu gra toczy się o dwa niewinne istnienia.

Co się okazało strach jak zwykle miał wielkie oczy. Chociaż próg studia przekroczyłam mocno zdenerwowana, wszyscy obecni na planie zadbali o to, żebym jak najszybciej wyluzowała. I tak też się stało. Kiedy wkroczyłam na znane wody i znalazłam się w kuchni wszystko działo się samo. Tylko czemu nie wybiłam sobie z głowy założenia szpilek? Chociaż wytrzymałam. Więc sukces.

Gotowania było sporo, bo postawiłam na dosyć szerokie menu. Zaczynamy od zupy krem z selera, potem przekąszamy tosty z kawiorem z bakłażanów, następnie wcinamy przyczynę całego zamieszania czyli kofty z dwoma dipami - miętowym i ziołowym i zostawiamy sobie jeszcze miejsce na deser czyli chłodnik czereśniowy. 

Ekipa i goście nakarmieni, więc też sukces.

 


Chociaż miałam mnóstwo wątpliwości i brakowało mi wiary w siebie ostatecznie nie żałuję nawet chwilki z wyjazdu do stolicy. Nagle okazuje się, że nowe i straszne  rzeczy mogą okazać się fantastycznymi przeżyciami, które będzie chciało się jak najszybciej powtórzyć.

Przepisy na wszystkie potrawy razem ze zdjęciami, pojawią się wkrótce na blogu, a jeśli ktoś jest niecierpliwy wszystkie znajdzie w TYM LINKU. Przy okazji będzie mógł też dogrzebać się tam do filmików z moim udziałem :)

Koniec. Bo przedłużam. Wracam niedługo, z chłodnikami, zupami i sałatkami

niedziela, 10 lutego 2013

Jak ja nie cierpię Warszawy. No może bez przesady, ale miłością nie darzymy się wzajemnie. A tutaj coś zmusiło mnie do wstania o 3 nad ranem i wyjechania z byłej do obecnej stolicy. Co? Warsztaty z Knorr o których wspominałam wam już wcześniej. Niestety pech nie opuszczał mnie od rana i zapomniałam ze sobą zabrać nie tylko książkę na podróż, ale także karty pamięci do aparatu, dlatego dziś pojawi się tylko kilka zdjęć zrobionych przez Edytę (o której później jeszcze słów kilka:)) obszerniejsza fotorelacja pojawi się, gdy dotrą do mnie pozostałe.

Blog został przeniesiony. Jego nowy adres to OKOLICEPALNIKA.PL Wszystkie przepisy zostały tam przeniesione.

 

fot. E.S.

Kulinarny Blog Roku

Przepisy konkursowe


Reklama

Bądź na bieżąco

Polub na Facebooku

Obserwuj na Twitterze

Śledź na Pinterest
Pinterest

Podglądaj na Stylowi.pl
Google+
Partnerzy

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
zBLOGowani.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...